ABC a Wolters Kluwer business
Akty Prawne Serwisy Branżowe Cała Oferta Marka ABC Press Room Wolters Kluwer Polska
LEX a Wolters Kluwer businessOficyna a Wolters Kluwer business
Koszyk
Koszyk
0 pozycje
za łączną kwotę:
0.00zł.
Rekomendujemy

Szkoła a organ prowadzący

Inspiracją do przygotowania tomu IV była ilość pytań przekazywanych do redakcji serwisu Prawo Oświatowe. więcej
Polecamy Czasopismo

Dyrektor Szkoły - Nr 12/2008

Miesięcznik Kierowniczej Kadry Oświatowej
Wszystko o zarządzaniu szkołą więcej
Szkolenia
szkolenie

Wiedza, która procentuje.

Wydanie 1, z 2006 roku
Do koszyka
book

Gospodarka bez ekonoma





Autorzy: Jan Winiecki,
Seria: Którędy do dobrobytu
Wydawnictwo: Wolters Kluwer Polska - ABC , 2006
Kod: ABC-0422:W01P01


Jak zmierzać do dobrobytu? Trudny temat, skomplikowane zagadnienia ujęte zostały w sposób zrozumiały i nierzadko dowcipny.
Więcej Więcej...



Cena: 55.00 49.50 zł. ( Oszczędzasz: 5,50 zł. )
 

REALIZACJA: PŁACISZ TYLKO ZA KSIĄŻKĘ przy wysyłce pocztą ekonomiczną. Zamówienia od 190 PLN PRIORYTET i KURIER GRATIS. Realizacja zamówienia po 07.01.2009 r.

 
OPIS

Jak zmierzać do dobrobytu?

Na to pytanie Czytelnik znajdzie odpowiedź w niniejszej publikacji. Trudny temat, skomplikowane zagadnienia ujęte zostały w sposób zrozumiały i nierzadko dowcipny. Zawsze jednak odpowiedzi ukazują nieubłaganą dla ludzkiego "chciejstwa" logikę prawideł ekonomicznych. Nie da się ominąć ani oszukać złudnymi obietnicami czy też odsuwaniem w czasie trudnych decyzji. Znajdziemy tu wyjaśnienie spraw zasadniczych w teorii ekonomii, ale też i spraw "bieżących", wciąż uparcie powracających w kolejnych latach - i dlatego zawsze aktualnych.

Teksty zamieszczone w zbiorze powstały z inspiracji, Towarzystwa Ekonomistów Polskich, które od kilku lat realizuje program publicznej edukacji ekonomicznej pod nazwą "Którędy do dobrobytu?". Inspiracją wreszcie - stały się felietony Profesora Jana Winieckiego - poświęcone tej samej ważnej tematyce gospodarki i teorii ekonomii - które możemy czytać w tygodniku "Wprost", a stanowiące uzupełnienie kwestii podejmowanych w kampanii edukacyjnej TEP.
Tak jedne, jak i drugie odpowiadają na pytanie - którędy i jak zmierzać do dobrobytu...
Fragment publikacji: 
Ciśnij bogatych, czyli... obniżaj podatki!


  Wielu polskich polityków sądzi najwyraźniej, wraz z większością Polaków, że wysokie podatki, nakładane na najwyżej zarabiających, pozwolą fiskusowi zebrać więcej pieniędzy. Uważają przy tym, że będą mogli je przeznaczyć na jakieś cele socjalne i pozyskać w ten sposób głosy wyborców zadowolonych, że mają tak troszczących się o nich przedstawicieli. Zwolennicy takich poczynań za nic mają od dawna znane nie tylko ekonomistom wyniki badań i doświadczeń.

Krzywa Laffera i pieniądze od bogatych   Lat temu ze trzydzieści, młody kalifornijski profesor ekonomii, Arthur Laffer, w czasie kawiarnianej rozmowy narysował na serwetce krzywą, ukazującą jak w miarę wzrostu stawek podatkowych zmienia się strumień pieniędzy płynących do fiskusa. Z początku ich przybywa, gdyż ludzie, którym zabierano więcej pieniędzy starają się to zrekompensować zwiększonym wysiłkiem.
  W pewnym momencie, w miarę dalszych podwyżek, podatnicy uznają, że zwiększać wysiłku nie warto i podejmują decyzje odwrotne - po to, by trafić do grupy o niższej stawce podatkowej. Albo, nie zmniejszając wysiłku, lokują swoje oszczędności poza zasięgiem pazernego fiskusa. Albo przenoszą się do "szarej strefy". Albo podejmują strategię "mieszaną", korzystając z wszystkich wymienionych możliwości.
  W rezultacie, mimo wzrostu stawek podatkowych, maleje suma wpływów z podatków. Kalkulacje polityków i zwolenników "przyciśnięcia" bogatych biorą w łeb. Pieniędzy jest mniej, nie więcej.

Bogaty płaci więcej, gdy ma niższe stawki podatkowe
  Zwolennicy ciśnięcia bogatych powinni pamiętać, że bogaci dlatego są bogaci, że wiedzą lepiej nie tylko, jak się pieniądze zarabia, ale także - jak uniknąć oddania państwu zbyt wielkiej części zarobionych pieniędzy. Dlatego, gdy stawki podatkowe rosną, wolą oni zaangażować swoje pieniądze w przedsięwzięcia o niskich dochodach, ale za to pozwalające utrzymać kapitał i dochody z kapitału poza zasięgiem fiskusa.
  W USA przez lata taką rolę pełniły obligacje komunalne, które wprawdzie przynosiły mizerny dochód, ale pozwalały utrzymać poza opodatkowaniem zaangażowany kapitał wraz ze skapitalizowanymi (to znaczy dopisanymi do kapitału) odsetkami. Bogaty miał tę satysfakcję, że wprawdzie on sam nie mógł efektywnie wykorzystać swoich pieniędzy, ale i fiskus ich nie oglądał przez cały okres poprzedzający wykupienie obligacji.
  Dlatego, jakkolwiek by to się mogło wielu wydawać paradoksalne, to właśnie niskie stawki podatkowe mogą zmobilizować bogatych, by czynili bardziej skuteczny użytek ze swoich pieniędzy. Każdy, wielki biznesmen czy mały przedsiębiorca, jeśli odnotuje radykalną obniżkę stawek podatku od dochodów indywidualnych, to najczęściej uzna, że nadszedł czas, aby zainwestować w wysoce zyskowne przedsięwzięcia. On zarobi bowiem więcej, a fiskusowi odda znacznie mniejszy procent swoich dochodów niż poprzednio, gdy stawki podatkowe były wyższe.

Wartościowy "produkt uboczny" niskich podatków
  Tyle, że "produktem ubocznym" takich decyzji ludzi bogatych - i innych zresztą, bo reagują oni tak samo, tylko jedni mają więcej, a drudzy mniej pieniędzy do zainwestowania - jest większa suma zapłaconych podatków. Wysoce zyskowne przedsięwzięcia przynoszą bowiem inwestującemu nieraz znacznie większy dochód, od którego podatek jest wprawdzie sporo niższy procentowo, ale wyższy w absolutnym wymiarze.
  Zostało sprawdzone wielokrotnie, że radykalne obniżki stawek PIT powodują wzrost udziału najbogatszych w całości podatków. Oto w USA w 1925 roku najwyższa stawka PIT została zmniejszona z 73% do 25%. Dochody podatników gwałtownie wzrosły, a udział ówczesnych ludzi bogatych (zarabiających ponad 50 tysięcy dolarów rocznie) w całości płaconego podatku zwiększył się z 44% w 1921 roku do 78% w 1925 roku.
  Obniżka najwyższej stawki PIT na początku lat 60. ubiegłego wieku (z 91% do 70%) też przyniosła wzrost udziału podatku płaconego przez najbogatszych, chociaż w mniejszej skali, bo i obniżka stawki była niewielka. Ale już radykalne obniżenie najwyższej stawki z 70% do 28% przez prezydenta Ronalda Reagana spowodowało znaczny wzrost udziału najlepiej zarabiających w całości wpłaconego podatku: 10% najlepiej zarabiających zwiększyło swój udział z 48% w 1981 roku do 57,2% w 1988 roku, natomiast 1% najbogatszych wpłaciło 27,5% w 1988 roku (wcześniej, w 1981 roku, tylko 17,6%).
  Ameryka, może ktoś powiedzieć, jest wyjątkiem. Ale to nieprawda. Obniżanie najwyższej stawki PIT w Wielkiej Brytanii za rządów premier Margaret Thatcher (z 83% do 60%, a następnie z 60% do 40%) spowodowało podobne reakcje bogatszych podatników i wzrost ich udziału w całości płaconego podatku. A jeśli ktoś zapyta, czy sprawdziło się to na przykład w Niemczech lub we Francji (o Polsce już nie wspomnę), to odpowiedź będzie: "nie wiadomo". Nie próbowano tam bowiem w ostatnim półwieczu wprowadzać poważniejszych (nie mówiąc już o radykalnych) obniżek podatku od dochodów indywidualnych. A że ludzie reagują jednakowo na te same bodźce, więc zapewne wyniki byłyby podobne. Pozostaje tylko czekać na odważnych polityków. Oby nie było to czekanie na Godota.

["Wprost"}

Ukryj>>



Szczegóły towaru


ISBN: 83-7416-574-X , Oprawa: oprawa miękka , Format: A5 , s. 272
Rodzaj: poradnik , Medium: książki (WKP)
Dział: FINANSE / ekonomia
Kod: ABC-0422:W01P01 Miejsce wydania: Warszawa
Do koszyka
OPINIE
Brak recenzji - Twoja może być pierwsza!
Dodaj własną opinię